RSS
czwartek, 11 lutego 2010
Niepokorny Faraon - Mido

Eigpt po raz trzeci z kolei został mistrzem Afryki. Grający praktycznie w krajowym składzie (prócz wielkiej gwiazdy Mohameda Zidana z Borusii Dortmund) zespół Faraonów pewnie wygrał w grupie z Nigerią, Beninem i Mozambikiem. W ćwierćfinale, bo bardzo zaciętym meczu i niesłusznie uznanej bramce Ahmeda Hassana (już 172 występy i 31 goli), eliminuje bardzo dobrze grający Kamerun. Półfinał z Algierią zapowiadał się podwójnie ekscytująco: stawką był oczywiście awans do finału, ale przede wszystkim rewanż za barażowy mecz w Chartumie, gdzie Egipt przegrał awans do mistrzostw świata właśnie z Algierią. Tamten mecz skończył się zamieszkami w stolicy Sudanu, ale także doszło do kilku incydentów w Paryżu, gdzie społeczność arabska podzieliła się na dwa obozy kibicujące swoim rodakom z macieży :) Faraonowie wzieli srogi rewanż wygrywając wysoko 4:0. Finał to nudny mecz z Ghaną, grającą bez kontuzjowanych gwiazd Essiena i Muntariego zakończony zwycięstwem 1:0. Wygranej trzeci raz z rzędu nie dokonała jeszcze żadna drużyna w historii tego  turnieju.
Jednak ten długi wstęp prowadzi nas do pytania - Czemu na mistrzostwach Afryki nie grał najbardziej znany egipski piłkarz - Mido? Prawdopodobnie niepokorny Egipcjanin po raz kolejny pokłócił się z selekcjonerem - Hassanem Shehatą.
Najbardziej znanym epizodem tego konfliktu jest sytuacja z półfinału PNA z 2006, gdzie Egipt mierzył się z Senegalem. Wtedy to trener postanowił zdjąć Mido z boiska, a ten zareagował w taki sposób:



Najśmieszniejsze jest to, że zawodnik który wszedł za niego, strzelił bramkę przy pierwszym dotknięciu piłki :) Mimo przeprosin, Mido został zawieszony na pół roku przez egipską federację.

Ahmed Hossam Hussein Abdelhamid bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, wychowywany był na gwiazdę. Już jako 16 latek grał w pierwszej drużynie Zamaleku w egipskiej lidze. Następnie przeszedł do belgijskiego Gent, gdzie szlifował swoje możliwości, i nadal strzelał dużo bramek (21m/11goli). W Belgii wypatrzyli go działacze klubu, który wydawał się idealny dla egipskiego młokosa. Ajax Amsterdam, słynący z wychowywania wspaniałych napastników takich jak Van Basten, Kluivert, Kanu, Ibrahimovic. To właśnie ze Szwedem, Mido stworzył bramkostrzelny duet młodej drużyny Ajaxu. Już wtedy w pierwszej drużynie grał Rafael Van der Vaart, a do pierwszej jedenastki pukał Wesley Sneijder.
Kto grał w Championship Managera 4 pamięta, że ci młodzi piłkarze prowadzili ten zespół do największych sukcesów, szkoda że tylko w świecie wirtualnym. Ale w realnym, także wiodło im się nieźle.
10 najładniejszych goli Mido podczas gry w Ajaxie:



Wydawało się, że z tego 20 letniego chłopaka wyrośnie wspaniały zawodnik. Conajmniej taki, na jakiego wyrósł Ibrahimović. No cóż, life is brutal and full of zasadzkas. Największą przeszkodą w osiągnieciu poziomu piłkarskiego, na jaki się zapowiadał okazał się charakter niepokornego Egipcjanina. Za wcześnie uwierzył w swoje możliwości, i zaczął powoli obniżać swój poziom do średniej europejskiej. Odwiedził masę klubów, po Ajaxie była Celta Vigo, Olympique Marsylia, Roma, Tottenham Hotspur (tutaj nastąpił jego chwilowy renesans, na nieszczęście Grzegorza Rasiaka, który rywalizował o miejsce w składzie z naszym bohaterem), Middlesbrough, Wigan Athletic, powrót do Zamalek, a obecnie zakotwiczył w West Ham United. Dosyć sporo jak na 27 letniego zawodnika :)

Szkoda, bo to kolejny wielki talent, który rozmienia swoją karierę na drobne. Na koniec kompilacja (zalecam wyłączenie dźwięku, egipska muzyka jest nie do zniesienia)

Tagi: Ajax Egipt Mido
01:44, k.o.j.i
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 stycznia 2010
Mendieta - Bask symbolem Valencii

Gaizka Mendieta jako kapitan Valencii

Dzisiaj o zawodniku, którego uważałem za najlepszego piłkarza świata, kiedy miałem 12 lat. Być może to tylko dziecinna opinia, lecz miał on w sobie coś, co dawało drużynie w której grał dodatkową siłę. Ten piłkarz to Gaizka Mendieta. Urodzony w sercu Baskonii w Bilbao jako młody chłopak przeprowadził się do Valencii gdzie jego kariera nabrała szybkości. Co ciekawe Mendieta nie grał w młodości w żadnym z wielkich klubów baskijskich Atletic Bilbao czy Real Sociedad San Sebastian. Warto przy tym napisać o restrykcyjnej polityce personalnej tychże klubów. Atletic zatrudnia tylko i wyłącznie Basków urodzonych w Kraju Basków. Wydaje się to być karkołomne jak na dzisiejsze czasy gdzie procesy globalizacyjne silnie działają na współczesną piłkę nożną. Trochę mnie restrykcyjnie podchodzi do tego Real Sociedad, który to zatrudnia także obcokrajówców. Jednak w pierwszej kolejności zatrudniani są Baskowie.

Mendieta grając w "Nietoperzach" przez blisko 10 lat stał się żywą legendą tego klubu. Nic dziwnego jeśli strzela się takie bramki:

Złota era Valencii rozpoczęła się w wraz z przyjściem do klubu Hectora Raula Cupera. Znamiona poprawy przyniósł już poprzedni sezon 98-99, w którym to Valencia zdobyła Puchar Króla. Jednak sezon 99-00 to ogromny sukces zespołu hiszpańskiego. Valencia wspaniale radzi sobie w rozgrywkach Ligi Mistrzów gdzie dochodzi aż do finału. Tam jednak nie radzi sobie z wielką drużyną Realu Madryt i przegrywa wyraźnie 3:0. Mendieta był uznany za najlepszego pomocnika tamtej edycji LM. Liderował zespołowi złożonym z tak świetnych zawodników jak Caludio Lopez, Killy Gonzales czy Santiago Canizares.

W półfinale LM z Barceloną strzelił wspaniałą bramkę:

W kolejnym 00-01 sezonie, Mendieta miał poprowadzić do wyczekiwanego przez kibiców mistrzostwa Hiszpanii. Jednak przyszło rozczarowanie i Nietoperze kończą sezon na 5 miejscu. Na pociesznie pozostaje bardzo dobra gra w Lidze Mistrzów i drugi z kolei finał. W Rzymie spotkali się z niemiecką maszyną do grania w piłkę - Bayernem Monachium. Mendieta gra bardzo dobrze. W regulaminowym czasie gry strzela z rzutu karnego na 1:0. Bayern wyrównuje i po 120 minutach mecz rozstrzygają rzuty karne, które możecie sobie obejrzeć poniżej.

Mendieta jest wtedy w swojej życiowej formie. Zostaje sprzedany do Lazio Rzym za 48 milionów euro, co nadal jest jedną najwyższych sum transferowych w historii. W rzymskim klubie ma zastąpić Pavla Nedveda. Jednak w tym momencie dobra passa Mendiety się kończy. Jego gra  w rzymskim klubie to jedno wielkie rozczarowanie. Dodatkowo przytrafia mu się ciężka kontuzja, przez którą nie może grać przez większość sezonu. W kolejnym, zostaje wypożyczony do Barcelony gdzie regularnie gra, ale nie było u niego widać tego błysku, i przede wszystkim tej ogromnej wartości jaką wnosił do gry drużyny w której był rozgrywającym. Co ciekawe Barcelona grała wtedy w eliminacjach LM z Legią Warszawa. W meczu w Warszawie, Mendieta strzelił gola z rzutu karnego.

Kolejny kierunek Mendiety to Wielka Brytania. Tam jednak grając w Middlesbrough nadal zmaga się z trapiącymi kontuzjami i nie pokazuje pełni swoich możliwości. W 2008 roku postanowił zakończyć swoją karierę w wieku 34 lat.

W latach swojej świetności grał oczywiście w reprezentacji Hiszpanii gdzie był liderem drużyny podczas Euro 2000 i MŚ 2002. Zagrał w 40 meczach, strzelając 8 bramek.

Na koniec, oczywiście kompilacja:

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Czerwony Cristiano

Miesiąc temu pisałem na blogu o znanym włoskim piłkarzu Paolo Di Canio, który afiszował się ze swoimi radykalnie-prawicowymi poglądami. Dzisiaj notka bardzo podobna. Ale tym razem bohaterem będzie przedstawiciel z drugiej strony barykady - skrajnej lewicy - Cristiano Lucarelli.

Cristiano Lucarelli

Cristiano Lucarelli urodzony w Livorno, to jeden z najzagorzalszych kibiców klubu z portowego miasta. Jak wiadomo większość kibiców Livorno to ludzie o poglądach komunistycznych. W tym momencie warto zastanowić się nad stanem psychicznym ludzi którzy na swoim stadionie wieszają portrety m.in Stalina i Lenina. Wszechobecny jest sierp i młot, a zamiast hymnu państwowego puszczana jest Międzynarodówka. No cóż, ideologia komunistyczna jest bardzo atrakcyjna w swoich założeniach i bardzo wielu ludzi może dać się jej uwieść. Obawiam się jednak że kibice Livorno to kolejne pokolenie tzw "pożytecznych idiotów" jak nazwał Lenin ludzi z Zachodniej Europy sympatyzujących z komunistycznym systemem. Włosi mają bardzo bogatą historię, jednak los oszczędził im władzy komunistycznej, co wcale nie było nierealne, zwłaszcza tuż po wojnie. Myślę, że gdyby ci naiwni ultrasi z Livorno, którzy nazwali swoją grupę Armada Stalinista, pożyli chociaż tydzień w kraju gdzie dziedzictwo Stalina to nie tylko ogromny pałac w centrum stolicy, mieliby na temat "Wujka Józka" odmienne zdanie.

Lucarelli mimo tego że urodził się w Livorno to w swym ukochanym klubie zagrał dopiero w wieku 28 lat. Wcześniej tułał się po różnych klubach, gdzie był wyróżniającym się napastnikiem. Zahaczył nawet o Hiszpanię, gdzie w Valencii spędził jeden sezon, lecz nie zrobił w tym klubie furory i sezon 98/99 przesiedział na ławce. Jeśli miałbym określić jego styl gry to bliski on jest innym włoskim napastnikom jak Luca Toni czy Vincenzo Iaquinta, czyli wysoki ale w miarę szybki. W 1997 roku podczas meczu reprezentacji Włoch U-21 Lucarelli pozwolił sobie na otwartą manifestację swoich poglądów politycznych. Po strzeleniu bramki pokazuję wszystkim swoją koszulkę z Che Geuvarą, kolejnym idolem kibiców Livorno. Po tym incydencie przestał być powoływany do reprezentacji. Niepisaną zasadę niepowoływania go złamał dopiero w 2005 Marcello Lippi, który powołał go do pierwszej reprezentacji. Zagrał on w niej w 6 meczach, strzelając 3 bramki.

W 2003 roku Cristiano przychodzi do Livorno, gdzie z miejsca staje się ulubieńcem kibiców. Już w pierwszym sezonie zostaje królem strzelców Serie A. W sezonie 03/04 strzela 28 bramek. Gra z numerem 99 na cześć grupy kibiców Brigate Autonome Livornesi założonej w 1999 roku. Po strzelonej bramce manifestuje przywiązanie do lewicowych poglądów przez pokazywanie gestu "zaciśniętej pięści". Co ciekawe, ten gest nie jest zakazanyna stadionach w odróżnieniu od tzw. "salutu rzymskiego", czyli pozdrowienia m.in włoskich faszystów. Brak tutaj konsekwencji wśród władz włoskiej piłki.

http://en.wikipedia.org/wiki/Raised_fist

Lucarelli zasłynął także z dość niekonwencjonalnej "cieszynki". Otóż po strzelonej bramce zrobił coś takiego:

Oryginalny sposób uwielbienia swojego klubu. Po udanych 3 sezonach w Livorno, Cristiano został sprzedany do Szachtara Donieck, gdzie raczej nie spełnił oczekiwań prezesów ukraińskiego klubu. Po sezonie wraca do Włoch, do AC Parma. Tu odnajduję swoją skuteczność, lecz niestety Parma spada do Serie B. Obecnie gra na wypożyczeniu w swoim ukochanym klubie w Livorno.

Na koniec jak zwykle kompilacja bramek "czerwonego Cristiano":

wtorek, 08 grudnia 2009
Książe życia... George Best

Stara piłkarska prawda głosi że każdy piłkarz pije. Z tym że jedni piją dużo, a inni jeszcze więcej. Mój ulubiony dziennikarz sportowy Paweł Zarzeczny powiedział kiedyś że jak ma się nie poprzewracać młodemu piłkarzowi w głowie, skoro najczęściej nie jest on zbyt inteligentny, zarabia ogromne sumy jak na swój wiek, w dodatku wszystko mu się udaję. Odnosi sukces sportowy, więc życie wydaję się łatwe (tak samo jak pojawiające się wokół piłkarzy dziewczyny). Pozornie może się wydawać, że można łączyć profesjonalną grę w piłkę z regularnym piciem alkoholu. Jednak po kilku latach organizm piłkarza nie jest w stanie znieść takiego obciążenia, co najczęściej wiąże się ze spadkiem formy.

 

Najbardziej znany piłkarz, który dosyć skutecznie łączył granie w piłkę z solidnym imprezowaniem to wspaniały George Best. Ten pochodzący z Irlandii Północnej stał się legendą  Manchesteru United, strzelając bramki dla Czerwonych Diabłów na przełomie lat 60 i 70. Do siatki przeciwników trafiał 137 razy.

 

 

 

Swoim zachowaniem na boisku, a przede wszystkim poza nim wpisywał się w nurt burzliwych czasów moralnej rewolucji. Dzięki swojemu niekonwencjonalnemu stylowi życia stał się idolem buntującego się pokolenia. Nazywano go "piątym Beatlesem", i nie tylko dlatego że nosił tę samą fryzurę co czwórka z Liverpoolu.

Jego życie to przeplatanka mecz-impreza-impreza-mecz-impreza. Swego czasu spotykał się nawet z ówczesną Miss Świata. Jednak podchodzący pod 30 rok życia Best zaczyna grać coraz słabiej. Zostaje zwolniony z Manchesteru. W kolejnych klubach odcina kupony od wielkiej kariery i oczywiście nadal nie wylewa za kołnierz. W latach 90 poważnie choruje, co zmusza go do odstawienia alkoholu na jakiś czas. Niedługo znowu wraca do swojej najlepszej kochanki - wódki :). Wydaje w tym czasie swoją autobiografię "Strzał w przerwie", co oczywiście się Bestiemu zdarzało : ). Opisuje w niej swoje barwne życie, nie żałując krytyki swoim boiskowym kolegom a zarazem miesza z błotem wszystkich trenerów z którymi pracował.

Niestety boski Georgie schodzi z ziemskiego padołu w 2005 roku. Przegrywa walkę z chorobą płuc. Znając jego prześmiewczy charakter, z pewnością niczego nie żałował ze swojego życia. Żył jak tygrys. Bo jak mówi stare chińskie przysłowie: "lepiej żyć rok jak tygrys, niż całe życie jako żółw".

Piosenkę na jego cześć nagrała polska grupa Myslovitz. (Rojek wychodzi z założenia, że Best żałował. Jak wspomniałem wyżej, raczej było inaczej:)

 

00:24, k.o.j.i
Link Komentarze (1) »
środa, 25 listopada 2009
Bóg z Liverpoolu, czyli Robbie Fowler

Robbie Fowler, bo o nim dzisiaj mowa zasłużył sobie u kibiców "The Reds" na przydomek Bóg. Nic dziwnego jeśli pochodzi się z Liverpoolu, a na dodatek jest się najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny z portowego miasta w ciągu ostatnich 20 lat. Kiedy w 2001 roku odchodził do Leeds United zatrzymał się na 120 bramkach. Wrócił do swojego macierzystego klubu jeszcze w 2006 roku, dokładając kolejne 8 bramek Dogonił go prawie Michael Owen, którego licznik czerwonych bramek stanął na 118.  Z pewnością przebiłby ten wynik, lecz odszedł do Realu Madryt. W latach 90. Fowler był jednym z najskuteczniejszych angielskich napastników. Spokojnie można dopisać jego nazwisko do listy najlepszych obok Alana Shearera, Andy Cola czy Teddy Sheringhama. Robbie znany jest przede wszystkim jako strzelec najszybszego hat-tricka w Premier League. Uczynił to w 4 minuty i 33 sekundy.

Kolejną próbkę jego umiejętności można zobaczyć w tym fragmencie

Tak dobrze jak w klubie, nie szło Fowlerowi w reprezentacji. Co prawda był w kadrze na Euro 96 i 2000, a także na MŚ w 2002 roku. Nie pojechał na Mundial w 98 roku, ponieważ wykluczyła go kontuzja. Co ciekawe na jego miejsce wskoczył młody Michael Owen, który swojego miejsca w reprezentacji i w Liverpoolu nie oddał przez następnych kilka lat. Swój reprezentacyjny bilans zakończył na 26 występach i 7 bramkach.

Prezentując "jasną" stronę naszego bohatera warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden moment. W 1996 roku dostał nagrodę Fair Play. Liverpool grał z Arsenalem. Po akcji w polu karnym, w której starli się Fowler i David Seaman (jeszcze wtedy bez kucyka, czyli klasycznej fryzury aktora filmów porno. W sumie nazwisko zobowiązuje:). Sędzia zagwizdał rzut karny. Lecz Fowler zachował się w stylu na jaki nie stać współczesne gwiazdy piłki nożnej. Podbiegł do sędziego i powiedział że nie było faulu. Co dziwne sędzia był konsekwentny w swojej błędnej decyzji i kazał strzelać z rzutu karnego. Do piłki podszedł Robbie. Jego strzał obronił Seaman lecz nic nie poradził wobec dobitki piłkarzy The Reds. Oceńcie sami, czy Fowler specjalnie uderzył lekko, by Seaman obronił.

Kompilacja kilku świetnych zagrań Fowlera, a także fragment pokazujący jak wielkim szacunkiem darzony jest przez kibiców.

Jednak Robbie Fowler znany jest przede wszystkim ze swojej "ciemnej" strony. Jego pozaboiskowe wyczyny obrosły już legendą. W latach 90 zgodnie z piłkarską tradycja spotykał się z jedną z wymizdrzonych lasek z zespołu Spice Girls. Na szczęście szybko zakończył romans, w odróżnieniu od swojego kolegi z reprezentacji, który w tym zespole znalazł swoją przyszłą żonę.

Fowler zasłynął przede wszystkim ze swojej kontrowersyjnej "cieszynki" po strzelonej bramce. Robbie pochylając się na linią końcową udawał że wciąga ją przez nos. Odpowiedział tym samym na plotki jakie krążyły wokół jego osoby dotyczące używania narkotyków. Za ten kokainowy wybryk został ukarany przez klub w wysokości swojej tygodniówki czyli 60 000 funtów. (Tak więc niedawna kara 40 000 funtów dla Boruca wcale nie była najwyższą w historii, jak pisano na wielu portalach informacyjnych).

Fowler kochany był przede wszystkich za swoje zaangażowanie i charakter "niegrzecznego chłopca". Po odejściu z Liverpoolu w 2007 trafił do Cardiff FC, a następnie do Blackburn Rovers, gdzie niestety nie zagrzał miejsca. Obecnie gra w australijskiej lidze w zespole North Queensland Fury FC, gdzie jest najlepszym zawodnikiem. Na południowej półkuli wcale nie spokorniał i na piłkarskiej emeryturze nadal pokazuje swój "charakterek".

 

PS. Na koniec, jak zwykle kompilacja najlepszych zagrań liverpoolskiego Boga:

16:38, k.o.j.i
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3