RSS
środa, 25 listopada 2009
Bóg z Liverpoolu, czyli Robbie Fowler

Robbie Fowler, bo o nim dzisiaj mowa zasłużył sobie u kibiców "The Reds" na przydomek Bóg. Nic dziwnego jeśli pochodzi się z Liverpoolu, a na dodatek jest się najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny z portowego miasta w ciągu ostatnich 20 lat. Kiedy w 2001 roku odchodził do Leeds United zatrzymał się na 120 bramkach. Wrócił do swojego macierzystego klubu jeszcze w 2006 roku, dokładając kolejne 8 bramek Dogonił go prawie Michael Owen, którego licznik czerwonych bramek stanął na 118.  Z pewnością przebiłby ten wynik, lecz odszedł do Realu Madryt. W latach 90. Fowler był jednym z najskuteczniejszych angielskich napastników. Spokojnie można dopisać jego nazwisko do listy najlepszych obok Alana Shearera, Andy Cola czy Teddy Sheringhama. Robbie znany jest przede wszystkim jako strzelec najszybszego hat-tricka w Premier League. Uczynił to w 4 minuty i 33 sekundy.

Kolejną próbkę jego umiejętności można zobaczyć w tym fragmencie

Tak dobrze jak w klubie, nie szło Fowlerowi w reprezentacji. Co prawda był w kadrze na Euro 96 i 2000, a także na MŚ w 2002 roku. Nie pojechał na Mundial w 98 roku, ponieważ wykluczyła go kontuzja. Co ciekawe na jego miejsce wskoczył młody Michael Owen, który swojego miejsca w reprezentacji i w Liverpoolu nie oddał przez następnych kilka lat. Swój reprezentacyjny bilans zakończył na 26 występach i 7 bramkach.

Prezentując "jasną" stronę naszego bohatera warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden moment. W 1996 roku dostał nagrodę Fair Play. Liverpool grał z Arsenalem. Po akcji w polu karnym, w której starli się Fowler i David Seaman (jeszcze wtedy bez kucyka, czyli klasycznej fryzury aktora filmów porno. W sumie nazwisko zobowiązuje:). Sędzia zagwizdał rzut karny. Lecz Fowler zachował się w stylu na jaki nie stać współczesne gwiazdy piłki nożnej. Podbiegł do sędziego i powiedział że nie było faulu. Co dziwne sędzia był konsekwentny w swojej błędnej decyzji i kazał strzelać z rzutu karnego. Do piłki podszedł Robbie. Jego strzał obronił Seaman lecz nic nie poradził wobec dobitki piłkarzy The Reds. Oceńcie sami, czy Fowler specjalnie uderzył lekko, by Seaman obronił.

Kompilacja kilku świetnych zagrań Fowlera, a także fragment pokazujący jak wielkim szacunkiem darzony jest przez kibiców.

Jednak Robbie Fowler znany jest przede wszystkim ze swojej "ciemnej" strony. Jego pozaboiskowe wyczyny obrosły już legendą. W latach 90 zgodnie z piłkarską tradycja spotykał się z jedną z wymizdrzonych lasek z zespołu Spice Girls. Na szczęście szybko zakończył romans, w odróżnieniu od swojego kolegi z reprezentacji, który w tym zespole znalazł swoją przyszłą żonę.

Fowler zasłynął przede wszystkim ze swojej kontrowersyjnej "cieszynki" po strzelonej bramce. Robbie pochylając się na linią końcową udawał że wciąga ją przez nos. Odpowiedział tym samym na plotki jakie krążyły wokół jego osoby dotyczące używania narkotyków. Za ten kokainowy wybryk został ukarany przez klub w wysokości swojej tygodniówki czyli 60 000 funtów. (Tak więc niedawna kara 40 000 funtów dla Boruca wcale nie była najwyższą w historii, jak pisano na wielu portalach informacyjnych).

Fowler kochany był przede wszystkich za swoje zaangażowanie i charakter "niegrzecznego chłopca". Po odejściu z Liverpoolu w 2007 trafił do Cardiff FC, a następnie do Blackburn Rovers, gdzie niestety nie zagrzał miejsca. Obecnie gra w australijskiej lidze w zespole North Queensland Fury FC, gdzie jest najlepszym zawodnikiem. Na południowej półkuli wcale nie spokorniał i na piłkarskiej emeryturze nadal pokazuje swój "charakterek".

 

PS. Na koniec, jak zwykle kompilacja najlepszych zagrań liverpoolskiego Boga:

16:38, k.o.j.i
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 listopada 2009
Libijski Książe - Al-Saadi al-Gaddafi

Zazwyczaj piszę o znakomitych piłkarzach legendach, posiadających ogromne umiejętności piłkarskie. Często są oni znani przez wszystkich kibiców na całym świecie. Jednak dzisiaj chciałbym napisać o piłkarzu fatalnym, którego jedyną umiejętnością było przelewanie ogromnych sum pieniędzy na konto klubu w którym grał. Jest to swoisty paradoks, bo to ogromne pieniądze idą zawsze w przeciwną stronę. No ale czego się nie robi żeby grać w swojej ulubionej lidze piłkarskiej.

Jeśli ktoś nazywa się al-Gaddafi i pochodzi z Libii, staje się jasne że ma coś wspólnego z przywódcą tego kraju - pułkownikiem Muammarem Kadafim. Nasz dzisiejszy bohater ma szczęście i zaszczyt być synem najbardziej znanego Beduina na świecie. Co do samego pułkownika, to on nie interesuje się piłką nożną. Natomiast jego syn zapragnął zostać piłkarzem, a skoro już się zdecydował to tata-dyktator postanowił pomoc synowi spełnić jego marzenia.

Saadi Kaddafi rozpoczął swoją karierę grając w klubie Al Ittihad Tripolis. Warto podkreślić, że w tym samym czasie był prezesem libijskiej federacji piłkarskiej. Grając w stołecznym klubie na swojej ulubionej pozycji - napastnika, nie popisywał się skutecznością. W 74 meczach strzelił 3 bramki. Dwie z nich znalazłem na Youtubie szukając w gąszczu arabskich literek.

Gol z rzutu wolnego. Warto zwrócić uwagę na "cieszynkę" po bramce :)

Jednak gra w libijskich klubach nie zaspokajała ambicji libijskiego księcia. Wraz ze swoim prawie nieograniczonym kapitałem postanowił wkroczyć do włoskiej Serie A. Jego ulubionym klubem we Włoszech jest Juventus Turyn. A jaki jest najlepszy sposób by zagrać w swoim ulubionym klubie, a nie ma się wystarczających umiejętności? Trzeba go kupić. Niestety właściciele klubu koncern FIAT zgadza się tylko na sprzedaż tylko 7.5 % akcji libijskiemu konsorcjum należącego do rodziny Kadaffi.

Pazerni na libijskie pieniądze okazali się działacze Perugii, z którą Saadi podpisuje kontrakt.

 

Saadi dostaje szanse występu w Serie A. Niestety po pierwszym rozegranym meczu w barwach nowego klubu, Saadi Kadaffi zostaje złapany na używaniu niedozwolonych substancji w postaci dopingu. Włoska federacja, aby uniknąć konfliktu międzynarodowego próbuje zatuszować sprawę, lecz sprawa została już nagłośniona. Saadi zostaje zawieszony do końca sezonu.

Kolejny sezon to kolejne rozczarowanie. Kadafi jest zbył słaby żeby grać w pierwszej drużynie Perugii. Kolejny kontrakt podpisuje w Udinese. Tam ku rozczarowaniu libijskiego narodu także nie dostaje szansy. Wystąpił dopiero w ostatnim meczu w sezonie, grając ostatnie 10 min. Po niepowodzeniu w Udine, Saadi podpisuje kolejny kontrakt. Tym razem szczęśliwym klubem ma być Sampdoria Genua. Niestety, Saadi po raz kolejny okazuje się być zbyt słabym piłkarzem by grać na tym poziomie.

W 2007 roku kończy się cierpliwość Kadafiiego seniora. Pułkownik zakazuje synowi grania w piłkę. Saadi kończy karierę w Serie A z bilansem: 3 kluby, 2 występy i roczna dyskwalifikacja za doping.

PS. Saadi Kadaffi grał oczywiście także w reprezentacji Libii. Zagrał w niej 14 razy, strzelając 2 bramki. Razem z reprezentacją nie osiągnął żadnego sukcesu.

Jedna z bramek Saadiego w reprezentacji:

15:31, k.o.j.i
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2009
Włoski fanatyk - Paolo Di Canio

Paolo Di Canio

Ten uroczy piłkarz ze zdjęcia to Paolo Di Canio. W czasie swojej długiej kariery grał w tak uznanych klubach jak np. Lazio, Juventus, AC Milan, West Ham czy Celtic. Budzi on skrajne emocje wśród ludzi interesujących się piłką nożną. Kochany przez kibiców Lazio Rzym, nienawidzony przez resztę fanów. Był to jeden z najbardziej kontrowersyjnych piłkarzy występujących na europejskich boiskach. Czemu? Powód jest bardzo prosty - Di Canio jest zadeklarowanym faszystą.

Oczywiście jest także kibicem Lazio Rzym. Panuje opinia, że wszyscy kibice Lazio to faszyści, lecz potwierdzenie tego byłoby to zdecydowanym nadużyciem. Jest spowodowane to działalnością grupy kibicowskiej Irriducibili (pl. Niezłomni). Znana ze swoim faszystowskich sympatii wielokrotnie demonstrowali swoje poglądy. Przejawia się to bardzo często w wywieszaniu transparentów, z nacjonalistycznymi, antysemickimi hasłami. Pojawiają się także faszystowskie symbole takie jak np. rózgi liktorskie, a nawet swastyki. Bardzo głośno w Europie było o transparencie wywieszonym ku czci znanego nacjonalisty serbskiego Željko Ražnatovića „Arkana”. Grupa Irriducibili zajmuje miejsce na Stadionie Olimpijskim na słynnej trybunie Curva Nord. Członkowie tej grupy pozdrawiają się nawzajem podczas meczów „salutem rzymskim”. I właśnie w taki sposób celebrował zdobyte bramki Di Canio, co było źle przyjmowane przez władze włoskiej federacji piłkarskiej. Za każde takie zachowanie na piłkarza była nakładana wysoka grzywna. Co ciekawe Di Canio nigdy nie płacił ze swojej kieszeni. Jego fani sami zrzucali się na zapłacenie kary.

Paolo Di Canio pozdrawiający swoich kibiców:

Warto wspomnieć też że pod naciskiem kibiców, władze klubu nie sprowadzały do klubu czarnoskórych zawodników. Silne lobby rasistowskie miało bardzo duży wpływ na działania klubu. Przełom nastąpił w 2001 roku, kiedy do klubu przyszedł czarnoskóry Włoch Fabio Liverani.

Jednak patrząc na tego piłkarza przez pryzmat umiejętności piłkarskich to Di Canio był świetny. Zawsze grał z największym zaangażowaniem, nigdy nie odpuszczał. Strzelał fantastyczne bramki. Di Canio jest legendą nie tylko w Lazio, ale także w londyńskim West Hamie. W trakcie czterech sezonów wystąpił 118 razy, strzelając 48 bramek. To w barwach Młotów zdobył nagrodę Fair Play w 2001 roku.

Można zaryzykować przewrotne stwierdzenie, że Di Canio był przez całą swoją karierę dyskryminowany. Dlaczego? Otóż nigdy nie zagrał w reprezentacji Włoch, mimo tego że był świetnym zawodnikiem. Z powodu swoich poglądów politycznych był pomijany przez kolejnych selekcjonerów Azurrich.

Kompilacja najlepszych zagrań Paolo Di Canio:

PS. Jeśli komuś nie chce oglądać się 7-minutowego filmiku to na koniec "najlepsze" zagranie włoskiego zawodnika:

21:50, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009
Sześciopalczasty drybler - Ernest Wilimowski

Mówiono o nim, że strzela więcej bramek niż ma okazji. Świadczy to o tym, że był jednym z najskuteczniejszych napastników w swoich czasach. Podejrzewano, że jego fenomen tkwi w tym, że w prawej stopie miał 6 palców, co pozwalało mu lepiej kontrolować piłkę. Prócz znakomitego dryblingu, dysponował także świetnym przyśpieszeniem. Gdy wpadał w pole karne, kończyło się to najczęściej bramką lub w najgorszym razie rzutem karnym.

Jego życiorys jest odwzorowaniem zawiłych losów ludzi żyjących na Górnym Śląsku w  XX wieku. Urodził się jako Ernst Pradella w trudnych czasach I wojny w Katowicach. Później przyjął nazwisko swojego ojczyma - Wilimowski. Etnicznie był Niemcem, sam siebie uznawał za Górnoślązaka, a mieszkał w Polsce. Grał dla najlepszego polskiego klubu w XX leciu międzywojennym - Ruchu Chorzów. Stał się żywą legendą tego klubu. Osiągnął niesamowity bilans występów w Ruchu - na 86 meczów ligowych, strzelił 112 bramek. W jednym z meczów strzelił aż 10 bramek, co wydaje się rekordem nie do pobicia.

Jednak to występy na arenie międzynarodowej uczyniły z "Eziego" symbol polskiej piłki XX-lecia. W pamięci kibiców zapadły przede wszystkim dwa mecze. Pierwszy to legendarny występ polskich piłkarzy na Mistrzostwach Świata we Francji w 1938 roku. Mecz stał się pojedynkiem strzeleckim dwóch fantastycznych napastników - Brazylijczyka Leonidasa, późniejszego króla strzelców tego turnieju, który mecz z Polską kończył podobno grając bez butów. Wydaje się to jednak tylko legendą, nawet w ówczesnych czasach obrońcy grali dość brutalnie, więc dla zawodnika bez butów skończyło by się to dramatem. Leonidas strzelił 3 bramki, Wilimowski odpowiedział 4 bramkami, co było rekordem strzelonych bramek w jednym meczu na Mundialu przez 56 lat. Mecz zakończył się po dogrywce wynikiem 5:6 dla Brazylii. Całe mistrzostwa rozgrywano systemem - przegrany odpada, jednak Polacy zaprezentowali się w tym przegranym meczu znakomicie i mogli zaliczyć ten debiut jako udany.

Drugim wspaniałym występem Wilimowskiego to wygrany mecz z Węgrami 4:2. Wilimowski strzela 3 bramki stając się bohaterem. Mecz był rozgrywany 27 sierpnia 1939 roku. Mecz był rozgrywany w przededniu wojny, co dało się wyczuć przez nerwową atmosferę panującą na trybunach.

Lista wszystkich meczów Wilimowskiego w reprezentacji Polski

II Wojna Światowa to kolejny zwrot w życiu Wilimowskiego. Ślązak podpisuje volkslistę i aby uniknąć służby w wojsku, kontynuuje karierę piłkarską. Gra w reprezentacji hitlerowskich Niemiec. Radzi sobie w niej bardzo dobrze. Ze swastyką na piersi, w 8 meczach strzela 13 bramek. Po wojnie kontynuuje karierę w Niemczech. Był nawet blisko powołania do reprezentacji RFN, lecz ostatecznie nie zagrał w niej ani razu. Z pewnością zaważyła na tym jego postawa podczas wojny.

Po wojnie, w komunistycznej Polsce Wilimowski zostaje uznany za zdrajcę. Już nigdy nie przyjechał do kraju gdzie odnosił swoje największe sukcesy, nawet po 89 roku. Wilimowski umiera w 1997 roku w wieku 81 lat.

00:48, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »