RSS
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Czerwony Cristiano

Miesiąc temu pisałem na blogu o znanym włoskim piłkarzu Paolo Di Canio, który afiszował się ze swoimi radykalnie-prawicowymi poglądami. Dzisiaj notka bardzo podobna. Ale tym razem bohaterem będzie przedstawiciel z drugiej strony barykady - skrajnej lewicy - Cristiano Lucarelli.

Cristiano Lucarelli

Cristiano Lucarelli urodzony w Livorno, to jeden z najzagorzalszych kibiców klubu z portowego miasta. Jak wiadomo większość kibiców Livorno to ludzie o poglądach komunistycznych. W tym momencie warto zastanowić się nad stanem psychicznym ludzi którzy na swoim stadionie wieszają portrety m.in Stalina i Lenina. Wszechobecny jest sierp i młot, a zamiast hymnu państwowego puszczana jest Międzynarodówka. No cóż, ideologia komunistyczna jest bardzo atrakcyjna w swoich założeniach i bardzo wielu ludzi może dać się jej uwieść. Obawiam się jednak że kibice Livorno to kolejne pokolenie tzw "pożytecznych idiotów" jak nazwał Lenin ludzi z Zachodniej Europy sympatyzujących z komunistycznym systemem. Włosi mają bardzo bogatą historię, jednak los oszczędził im władzy komunistycznej, co wcale nie było nierealne, zwłaszcza tuż po wojnie. Myślę, że gdyby ci naiwni ultrasi z Livorno, którzy nazwali swoją grupę Armada Stalinista, pożyli chociaż tydzień w kraju gdzie dziedzictwo Stalina to nie tylko ogromny pałac w centrum stolicy, mieliby na temat "Wujka Józka" odmienne zdanie.

Lucarelli mimo tego że urodził się w Livorno to w swym ukochanym klubie zagrał dopiero w wieku 28 lat. Wcześniej tułał się po różnych klubach, gdzie był wyróżniającym się napastnikiem. Zahaczył nawet o Hiszpanię, gdzie w Valencii spędził jeden sezon, lecz nie zrobił w tym klubie furory i sezon 98/99 przesiedział na ławce. Jeśli miałbym określić jego styl gry to bliski on jest innym włoskim napastnikom jak Luca Toni czy Vincenzo Iaquinta, czyli wysoki ale w miarę szybki. W 1997 roku podczas meczu reprezentacji Włoch U-21 Lucarelli pozwolił sobie na otwartą manifestację swoich poglądów politycznych. Po strzeleniu bramki pokazuję wszystkim swoją koszulkę z Che Geuvarą, kolejnym idolem kibiców Livorno. Po tym incydencie przestał być powoływany do reprezentacji. Niepisaną zasadę niepowoływania go złamał dopiero w 2005 Marcello Lippi, który powołał go do pierwszej reprezentacji. Zagrał on w niej w 6 meczach, strzelając 3 bramki.

W 2003 roku Cristiano przychodzi do Livorno, gdzie z miejsca staje się ulubieńcem kibiców. Już w pierwszym sezonie zostaje królem strzelców Serie A. W sezonie 03/04 strzela 28 bramek. Gra z numerem 99 na cześć grupy kibiców Brigate Autonome Livornesi założonej w 1999 roku. Po strzelonej bramce manifestuje przywiązanie do lewicowych poglądów przez pokazywanie gestu "zaciśniętej pięści". Co ciekawe, ten gest nie jest zakazanyna stadionach w odróżnieniu od tzw. "salutu rzymskiego", czyli pozdrowienia m.in włoskich faszystów. Brak tutaj konsekwencji wśród władz włoskiej piłki.

http://en.wikipedia.org/wiki/Raised_fist

Lucarelli zasłynął także z dość niekonwencjonalnej "cieszynki". Otóż po strzelonej bramce zrobił coś takiego:

Oryginalny sposób uwielbienia swojego klubu. Po udanych 3 sezonach w Livorno, Cristiano został sprzedany do Szachtara Donieck, gdzie raczej nie spełnił oczekiwań prezesów ukraińskiego klubu. Po sezonie wraca do Włoch, do AC Parma. Tu odnajduję swoją skuteczność, lecz niestety Parma spada do Serie B. Obecnie gra na wypożyczeniu w swoim ukochanym klubie w Livorno.

Na koniec jak zwykle kompilacja bramek "czerwonego Cristiano":

wtorek, 08 grudnia 2009
Książe życia... George Best

Stara piłkarska prawda głosi że każdy piłkarz pije. Z tym że jedni piją dużo, a inni jeszcze więcej. Mój ulubiony dziennikarz sportowy Paweł Zarzeczny powiedział kiedyś że jak ma się nie poprzewracać młodemu piłkarzowi w głowie, skoro najczęściej nie jest on zbyt inteligentny, zarabia ogromne sumy jak na swój wiek, w dodatku wszystko mu się udaję. Odnosi sukces sportowy, więc życie wydaję się łatwe (tak samo jak pojawiające się wokół piłkarzy dziewczyny). Pozornie może się wydawać, że można łączyć profesjonalną grę w piłkę z regularnym piciem alkoholu. Jednak po kilku latach organizm piłkarza nie jest w stanie znieść takiego obciążenia, co najczęściej wiąże się ze spadkiem formy.

 

Najbardziej znany piłkarz, który dosyć skutecznie łączył granie w piłkę z solidnym imprezowaniem to wspaniały George Best. Ten pochodzący z Irlandii Północnej stał się legendą  Manchesteru United, strzelając bramki dla Czerwonych Diabłów na przełomie lat 60 i 70. Do siatki przeciwników trafiał 137 razy.

 

 

 

Swoim zachowaniem na boisku, a przede wszystkim poza nim wpisywał się w nurt burzliwych czasów moralnej rewolucji. Dzięki swojemu niekonwencjonalnemu stylowi życia stał się idolem buntującego się pokolenia. Nazywano go "piątym Beatlesem", i nie tylko dlatego że nosił tę samą fryzurę co czwórka z Liverpoolu.

Jego życie to przeplatanka mecz-impreza-impreza-mecz-impreza. Swego czasu spotykał się nawet z ówczesną Miss Świata. Jednak podchodzący pod 30 rok życia Best zaczyna grać coraz słabiej. Zostaje zwolniony z Manchesteru. W kolejnych klubach odcina kupony od wielkiej kariery i oczywiście nadal nie wylewa za kołnierz. W latach 90 poważnie choruje, co zmusza go do odstawienia alkoholu na jakiś czas. Niedługo znowu wraca do swojej najlepszej kochanki - wódki :). Wydaje w tym czasie swoją autobiografię "Strzał w przerwie", co oczywiście się Bestiemu zdarzało : ). Opisuje w niej swoje barwne życie, nie żałując krytyki swoim boiskowym kolegom a zarazem miesza z błotem wszystkich trenerów z którymi pracował.

Niestety boski Georgie schodzi z ziemskiego padołu w 2005 roku. Przegrywa walkę z chorobą płuc. Znając jego prześmiewczy charakter, z pewnością niczego nie żałował ze swojego życia. Żył jak tygrys. Bo jak mówi stare chińskie przysłowie: "lepiej żyć rok jak tygrys, niż całe życie jako żółw".

Piosenkę na jego cześć nagrała polska grupa Myslovitz. (Rojek wychodzi z założenia, że Best żałował. Jak wspomniałem wyżej, raczej było inaczej:)

 

00:24, k.o.j.i
Link Komentarze (1) »