RSS
poniedziałek, 16 listopada 2009
Libijski Książe - Al-Saadi al-Gaddafi

Zazwyczaj piszę o znakomitych piłkarzach legendach, posiadających ogromne umiejętności piłkarskie. Często są oni znani przez wszystkich kibiców na całym świecie. Jednak dzisiaj chciałbym napisać o piłkarzu fatalnym, którego jedyną umiejętnością było przelewanie ogromnych sum pieniędzy na konto klubu w którym grał. Jest to swoisty paradoks, bo to ogromne pieniądze idą zawsze w przeciwną stronę. No ale czego się nie robi żeby grać w swojej ulubionej lidze piłkarskiej.

Jeśli ktoś nazywa się al-Gaddafi i pochodzi z Libii, staje się jasne że ma coś wspólnego z przywódcą tego kraju - pułkownikiem Muammarem Kadafim. Nasz dzisiejszy bohater ma szczęście i zaszczyt być synem najbardziej znanego Beduina na świecie. Co do samego pułkownika, to on nie interesuje się piłką nożną. Natomiast jego syn zapragnął zostać piłkarzem, a skoro już się zdecydował to tata-dyktator postanowił pomoc synowi spełnić jego marzenia.

Saadi Kaddafi rozpoczął swoją karierę grając w klubie Al Ittihad Tripolis. Warto podkreślić, że w tym samym czasie był prezesem libijskiej federacji piłkarskiej. Grając w stołecznym klubie na swojej ulubionej pozycji - napastnika, nie popisywał się skutecznością. W 74 meczach strzelił 3 bramki. Dwie z nich znalazłem na Youtubie szukając w gąszczu arabskich literek.

Gol z rzutu wolnego. Warto zwrócić uwagę na "cieszynkę" po bramce :)

Jednak gra w libijskich klubach nie zaspokajała ambicji libijskiego księcia. Wraz ze swoim prawie nieograniczonym kapitałem postanowił wkroczyć do włoskiej Serie A. Jego ulubionym klubem we Włoszech jest Juventus Turyn. A jaki jest najlepszy sposób by zagrać w swoim ulubionym klubie, a nie ma się wystarczających umiejętności? Trzeba go kupić. Niestety właściciele klubu koncern FIAT zgadza się tylko na sprzedaż tylko 7.5 % akcji libijskiemu konsorcjum należącego do rodziny Kadaffi.

Pazerni na libijskie pieniądze okazali się działacze Perugii, z którą Saadi podpisuje kontrakt.

 

Saadi dostaje szanse występu w Serie A. Niestety po pierwszym rozegranym meczu w barwach nowego klubu, Saadi Kadaffi zostaje złapany na używaniu niedozwolonych substancji w postaci dopingu. Włoska federacja, aby uniknąć konfliktu międzynarodowego próbuje zatuszować sprawę, lecz sprawa została już nagłośniona. Saadi zostaje zawieszony do końca sezonu.

Kolejny sezon to kolejne rozczarowanie. Kadafi jest zbył słaby żeby grać w pierwszej drużynie Perugii. Kolejny kontrakt podpisuje w Udinese. Tam ku rozczarowaniu libijskiego narodu także nie dostaje szansy. Wystąpił dopiero w ostatnim meczu w sezonie, grając ostatnie 10 min. Po niepowodzeniu w Udine, Saadi podpisuje kolejny kontrakt. Tym razem szczęśliwym klubem ma być Sampdoria Genua. Niestety, Saadi po raz kolejny okazuje się być zbyt słabym piłkarzem by grać na tym poziomie.

W 2007 roku kończy się cierpliwość Kadafiiego seniora. Pułkownik zakazuje synowi grania w piłkę. Saadi kończy karierę w Serie A z bilansem: 3 kluby, 2 występy i roczna dyskwalifikacja za doping.

PS. Saadi Kadaffi grał oczywiście także w reprezentacji Libii. Zagrał w niej 14 razy, strzelając 2 bramki. Razem z reprezentacją nie osiągnął żadnego sukcesu.

Jedna z bramek Saadiego w reprezentacji:

15:31, k.o.j.i
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2009
Włoski fanatyk - Paolo Di Canio

Paolo Di Canio

Ten uroczy piłkarz ze zdjęcia to Paolo Di Canio. W czasie swojej długiej kariery grał w tak uznanych klubach jak np. Lazio, Juventus, AC Milan, West Ham czy Celtic. Budzi on skrajne emocje wśród ludzi interesujących się piłką nożną. Kochany przez kibiców Lazio Rzym, nienawidzony przez resztę fanów. Był to jeden z najbardziej kontrowersyjnych piłkarzy występujących na europejskich boiskach. Czemu? Powód jest bardzo prosty - Di Canio jest zadeklarowanym faszystą.

Oczywiście jest także kibicem Lazio Rzym. Panuje opinia, że wszyscy kibice Lazio to faszyści, lecz potwierdzenie tego byłoby to zdecydowanym nadużyciem. Jest spowodowane to działalnością grupy kibicowskiej Irriducibili (pl. Niezłomni). Znana ze swoim faszystowskich sympatii wielokrotnie demonstrowali swoje poglądy. Przejawia się to bardzo często w wywieszaniu transparentów, z nacjonalistycznymi, antysemickimi hasłami. Pojawiają się także faszystowskie symbole takie jak np. rózgi liktorskie, a nawet swastyki. Bardzo głośno w Europie było o transparencie wywieszonym ku czci znanego nacjonalisty serbskiego Željko Ražnatovića „Arkana”. Grupa Irriducibili zajmuje miejsce na Stadionie Olimpijskim na słynnej trybunie Curva Nord. Członkowie tej grupy pozdrawiają się nawzajem podczas meczów „salutem rzymskim”. I właśnie w taki sposób celebrował zdobyte bramki Di Canio, co było źle przyjmowane przez władze włoskiej federacji piłkarskiej. Za każde takie zachowanie na piłkarza była nakładana wysoka grzywna. Co ciekawe Di Canio nigdy nie płacił ze swojej kieszeni. Jego fani sami zrzucali się na zapłacenie kary.

Paolo Di Canio pozdrawiający swoich kibiców:

Warto wspomnieć też że pod naciskiem kibiców, władze klubu nie sprowadzały do klubu czarnoskórych zawodników. Silne lobby rasistowskie miało bardzo duży wpływ na działania klubu. Przełom nastąpił w 2001 roku, kiedy do klubu przyszedł czarnoskóry Włoch Fabio Liverani.

Jednak patrząc na tego piłkarza przez pryzmat umiejętności piłkarskich to Di Canio był świetny. Zawsze grał z największym zaangażowaniem, nigdy nie odpuszczał. Strzelał fantastyczne bramki. Di Canio jest legendą nie tylko w Lazio, ale także w londyńskim West Hamie. W trakcie czterech sezonów wystąpił 118 razy, strzelając 48 bramek. To w barwach Młotów zdobył nagrodę Fair Play w 2001 roku.

Można zaryzykować przewrotne stwierdzenie, że Di Canio był przez całą swoją karierę dyskryminowany. Dlaczego? Otóż nigdy nie zagrał w reprezentacji Włoch, mimo tego że był świetnym zawodnikiem. Z powodu swoich poglądów politycznych był pomijany przez kolejnych selekcjonerów Azurrich.

Kompilacja najlepszych zagrań Paolo Di Canio:

PS. Jeśli komuś nie chce oglądać się 7-minutowego filmiku to na koniec "najlepsze" zagranie włoskiego zawodnika:

21:50, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009
Sześciopalczasty drybler - Ernest Wilimowski

Mówiono o nim, że strzela więcej bramek niż ma okazji. Świadczy to o tym, że był jednym z najskuteczniejszych napastników w swoich czasach. Podejrzewano, że jego fenomen tkwi w tym, że w prawej stopie miał 6 palców, co pozwalało mu lepiej kontrolować piłkę. Prócz znakomitego dryblingu, dysponował także świetnym przyśpieszeniem. Gdy wpadał w pole karne, kończyło się to najczęściej bramką lub w najgorszym razie rzutem karnym.

Jego życiorys jest odwzorowaniem zawiłych losów ludzi żyjących na Górnym Śląsku w  XX wieku. Urodził się jako Ernst Pradella w trudnych czasach I wojny w Katowicach. Później przyjął nazwisko swojego ojczyma - Wilimowski. Etnicznie był Niemcem, sam siebie uznawał za Górnoślązaka, a mieszkał w Polsce. Grał dla najlepszego polskiego klubu w XX leciu międzywojennym - Ruchu Chorzów. Stał się żywą legendą tego klubu. Osiągnął niesamowity bilans występów w Ruchu - na 86 meczów ligowych, strzelił 112 bramek. W jednym z meczów strzelił aż 10 bramek, co wydaje się rekordem nie do pobicia.

Jednak to występy na arenie międzynarodowej uczyniły z "Eziego" symbol polskiej piłki XX-lecia. W pamięci kibiców zapadły przede wszystkim dwa mecze. Pierwszy to legendarny występ polskich piłkarzy na Mistrzostwach Świata we Francji w 1938 roku. Mecz stał się pojedynkiem strzeleckim dwóch fantastycznych napastników - Brazylijczyka Leonidasa, późniejszego króla strzelców tego turnieju, który mecz z Polską kończył podobno grając bez butów. Wydaje się to jednak tylko legendą, nawet w ówczesnych czasach obrońcy grali dość brutalnie, więc dla zawodnika bez butów skończyło by się to dramatem. Leonidas strzelił 3 bramki, Wilimowski odpowiedział 4 bramkami, co było rekordem strzelonych bramek w jednym meczu na Mundialu przez 56 lat. Mecz zakończył się po dogrywce wynikiem 5:6 dla Brazylii. Całe mistrzostwa rozgrywano systemem - przegrany odpada, jednak Polacy zaprezentowali się w tym przegranym meczu znakomicie i mogli zaliczyć ten debiut jako udany.

Drugim wspaniałym występem Wilimowskiego to wygrany mecz z Węgrami 4:2. Wilimowski strzela 3 bramki stając się bohaterem. Mecz był rozgrywany 27 sierpnia 1939 roku. Mecz był rozgrywany w przededniu wojny, co dało się wyczuć przez nerwową atmosferę panującą na trybunach.

Lista wszystkich meczów Wilimowskiego w reprezentacji Polski

II Wojna Światowa to kolejny zwrot w życiu Wilimowskiego. Ślązak podpisuje volkslistę i aby uniknąć służby w wojsku, kontynuuje karierę piłkarską. Gra w reprezentacji hitlerowskich Niemiec. Radzi sobie w niej bardzo dobrze. Ze swastyką na piersi, w 8 meczach strzela 13 bramek. Po wojnie kontynuuje karierę w Niemczech. Był nawet blisko powołania do reprezentacji RFN, lecz ostatecznie nie zagrał w niej ani razu. Z pewnością zaważyła na tym jego postawa podczas wojny.

Po wojnie, w komunistycznej Polsce Wilimowski zostaje uznany za zdrajcę. Już nigdy nie przyjechał do kraju gdzie odnosił swoje największe sukcesy, nawet po 89 roku. Wilimowski umiera w 1997 roku w wieku 81 lat.

00:48, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2009
Chorwacki snajper czyli... Davor Suker

Suker znany jest przede wszystkim z jego znakomitego występu na Mundialu w 1998 roku. Jednak  do Francji Suker jechał już jako gwiazda chorwackiej drużyny narodowej, złożonej ze świetnych graczy takich jak np. Zvonimir Boban (przez 10 lat w AC Milan), Robert Prosinečki (jeden z nielicznych, którzy grali zarówno w Barcelonie i Realu), czy Robert Jarni (gracz Juventusu i Realu Madryt).

Chorwaci grali w bardzo łatwej grupie razem z Jamajką, Japonią i Argentyną. Jednak to co najlepsze pokazali w fazie pucharowej turnieju eliminując Rumunię i przede wszystkim Niemcy (ostatni mecz w kadrze Jurgena Klinsmanna). W półfinale Chorwaci przegrywają z gospodarzami, mimo iż rozegrali świetny mecz. Na zakończenie udanego turnieju wygrywają z Holandią, a Suker zostaje królem strzelców.

Wszystkie bramki Sukera we Francji

Suker grał na Mundialu jako zawodnik Realu Madryt, z którym to klubem wygrał Ligę Mistrzów w sezonie przedmundialowym. W ataku Królewskich grał razem z świetnym Czarnogórcem, grającym wtedy w reprezentacji Jugosławii - Predragiem Mijatovicem. Davor Suker grał dla Realu 3 sezony, strzelając 38 bramek. O wiele skuteczniejszy był w poprzednim klubie - Sevilli, gdzie w lidze osiągnął bilans 153 mecze - 76 bramek.

Suker wyjechał do Hiszpanii w 1991 roku, by uniknąć katastrofy jaka rozgrywała się wtedy w jego ojczystym kraju. Tak samo postąpiło wtedy bardzo dużo piłkarzy grających w ówczesnej reprezentacji Jugosławii jak Prosinecki, Boban, Jugovic, Mihajlovic, Savićević.

Suker zdążył zagrać w reprezentacji Jugosławii 2 razy. Był w kadrze jugosłowiańskiej na Mundial we Włoszech w 1990 roku. Nie zagrał tam jednak ani minuty.

Grając w reprezentacji Chorwacji, Suker osiągnął fantastyczny bilans 45 bramek w 69 reprezentacjach. Grał z nią dwa razy w Mistrzostwach Świata i raz w Mistrzostwach Europy.

Lista wszystkich meczów Sukera w reprezentacji Chorwacji

Na koniec kompilacja bramek tego świetnego napastnika, jednego z najlepszych w latach 90.

21:58, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009
Bramkarz, który jednym wyrzutem spuścił swój klub do 2 ligi

Z pewnością starsi kibice Ruchu Chorzów bardzo dobrze pamiętają mecz z Lechią Gdańsk w 1987 roku o utrzymanie się w I lidze. Był to mecz szczególnej rangi, zwłaszcza że do tej pory Ruch był jedyną drużyną, która grała we wszystkich sezonach najwyższej klasy rozgrywkowej w dotychczasowej historii polskiego futbolu.

Jednak ten mecz nie został zapamiętany z powodu jego znaczenia dla kibiców Niebieskich. Zupełnie nieoczekiwanie, antybohaterem meczu stał się bramkarz Ruchu - Janusz Jojko. Ten wąsaty bramkarz zrobił coś tak absurdalnego, że gdyby nie zostało to zarejstrowane przez kamerę, trudno byłoby w to uwierzyć.

Nie chciałbym nic insynuować, ale wydaje się to co najmniej podejrzane wobec ówczesnej sytuacji w polskiej piłce i korupcji tam panującej. To był mecz o niezwykłą stawkę. Rzadko kiedy bramkarzowi może przydarzyć się taki przypadek...

Przez samobója strzelonego przez Jojko, Ruch spadł z I ligi. Po tym wydarzeniu nie był mile widziany na stadionie przy Cichej. Co ciekawe w następnym sezonie zagrał w klubie wielkiego rywala zza miedzy - GKS Katowice. Grał tam przez blisko 10 lat. W ciągu swej długiej kariery ligowej, Jojko zagrał w I lidze aż 417 razy, co daje mu 3 miejsce w historii polskiej piłki ligowej w ilości występów. Jojko wystąpił też 2 razy w reprezentacji Polski.

Na koniec zdjęcie bramkarza samobója. Wąsy klasyczne - sarmackie :)

Janusz Jojko

18:29, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »