RSS
wtorek, 20 października 2009
Rozpędzona czeska lokomotywa... czyli Karel Poborsky

Na blogu będę sie starał przybliżać sylwetki ciekawych zawodników (najczęściej moich ulubionych :). Czasem bedą to zawodnicy o międzynarodowym uznaniu. Dzisiaj napiszę o jednym z najlepszych zawodników w historii czeskiej piłki nożnej - prawoskrzydłowym Karelu Poborskym.

Międzynarodowa kariera Karela rozpoczęła się po bardzo udanych dla Czechów EURO 96. Wspaniała drużyna Czech na czele z takimi zawodnikami jak Pavel Nedved, Jan Suchoparek, Pavel Kuka, Vladimir Šmicer, Patrik Berger czy Luboš Kubík (późniejszy trener drugoligowego Śląska Wrocław) odpadła dopiero w finale z Niemcami. Przegrali po złotej bramce, strzelonej przez Oliviera Bierhoffa.

Poborsky stał się bardzo popularny po bramce strzelonej w ćwierćfinale z Portugalią. Zagranie w takim stylu nazywa się od tej pory "Poborsky's lob"

Po Euro 96 czescy zawodnicy byli rozchwytywani przez najlepsze kluby w całej Europie. Karel Poborsky podpisał kontrakt w wielkim Manchesterze United. Poborsky grał w drużynie Czerwonych Diabłów przez półtora roku. Wygryzł go z drużyny świetnie zapowiadający sie zawodnik, David Beckham.

Następnie odchodzi do Benfici Lizbona gdzie jest jednym z najlepszych zawodników drużyny Orłów z Estadio da Luz. Gra znakomicie, z miejsca stając się ulubieńcem kibiców. Nic dziwnego skoro strzela takie bramki:

W 2001 przechodzi do Lazio Rzym gdzie nadal gra dobrze. Jednak dobiegający 30 lat, postanawia w 2002 roku wrócić do swojej ojczyzny. Z sukcesami gra w Sparcie Praga, wprowadzając ten klub do Ligi Mistrzów.

Jednak to nie z gry w klubach Poborsky jest piłkarzem uznanym na całym świecie. Karel znakomicie grał przede wszystkim w reprezentacji Czech gdzie przez 12 lat był jej lokomotywą ciągnącą grę całej drużyny. Apogeum formy czeskiej drużyny nadeszło podczas EURO 2004 w Portugalii. Świetna drużyna złożona z weteranów takich jak Nedved, Šmicer, Šmicer, Koller wraz młodszym pokoleniem Rosickiego, Barosa i Čecha grała fantastycznie. Gdyby przyznawać noty za styl w piłce nożnej to Czesi wygraliby te mistrzostwa w cuglach. Niestety, czeska lokomotywa zostaje zatrzymana w półfinale przez grających tępy i sztywny jak niemiecki dowcip futbol - Greków.

Grupowy mecz z Holandią był jednym z najlepszych jakie widziałem. Wspaniała asysta Poborskiego na 3:2.

W 2005 roku Poborsky odchodzi ze Sparty Praga i wraca do swojego macierzystego klubu České Budějovice. Tam przygotowywuje się do ostatniej wielkiej imprezy na jakiej przyjdzie mu zagrać, Mistrzostwa Świata w 2006 roku.

Mundial w Niemczech to jednak wielkie rozczarowanie dla czeskich kibiców. Specjalnie na ten turniej wrócił do reprezentacji Pavel Nedved. Po świetnym początku i wygranym meczu 3:0 z USA, przychodzą przegrane z Ghaną i Włochami i zakończenie turnieju na  fazie grupowej.

Były to ostatnie mecze Karela w reprezentacji. W ciągu 12 lat zagrał w niej 118 razy, najwięcej spośród czeskich zawodników w całej historii.

Lista wszystkich meczów Poborskiego w reprezentacji Czech

Na koniec kompilacja najładniejszych zagrań Karela.

00:27, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
660 minut bez gola, czyli trudne początki kadry Engela

Na wstępie chcę napisać, że  byłem wielkim fanem wizji i gry naszej reprezentacji pod wodzą ww. trenera. Zupełnie inaczej jest z jego "działalnością" w strukturach PZPN. Wchodząc do zarządu PZPN, Engel stał się kolejnym pierdzącym w stołek leśnym dziadkiem, który czasem pojawia się w przedmeczowym studiu w TVP denerwując widzów swoją obecnością. Tym samym zabierając czas antenowy Jackowi Gmochowi. He he he.

W 1999 roku po przegranych eliminacjach, ze stanowiska selekcjonera kadry narodowej odszedł Janusz Wójcik. Głównym kandydatem do objęcia schedy po Wójciku był Franciszek Smuda. Co ciekawe na tym "stanowisku" trwa już 10 lat, i wydaje się że prawdopodobnie będzie mógł sobie przypisać ten tytuł dożywotnio. Był wtedy podobno już po słowie z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem. Na przeszkodzie stanął jednak obowiązujący Smudę kontrakt z Legią Warszawa. W takim razie prowadzenie drużyny narodowej powieżono Jerzemu Engelowi, co było wtedy dużą niespodzianką. Engel był raczej mało znany wśród kibiców piłki nożnej. Wcześniej kilka lat pracował na Cyprze, a po powrocie do kraju, wraz z Dariuszem Wdowczykiem, prowadził z sukcesami Polonię Warszawa.

Engel miał stworzyć drużynę, która miała walczyć o awans do Mundialu 2002 w Korei i Japonii. Najciekawszy w początku pracy nowej reprezentacji był przede wszystkim dobór przeciwników w meczach towarzyskich. Jeszcze nigdy, a tym bardziej później nie graliśmy sparingów z drużynami z absolutnego szczytu piłkarskiej herarchii. Moim zdaniem gra i  zdobyte doświadczenie mogło być później jednym z elementów, które wpływały na dobrą gre biało-czerwonych. Nawet jeśli Polacy nie potrafili zdobyć przez pierwsze 4 mecze u nowego selekcjenera nawet jednej bramki!!!

Na początek 2000 roku Polacy pojechali do Hiszpanii, gdzie w Alicante zmierzyli się z gospodarzami.

Gładko wygrali gospodarze 3:0 po golach Raula i dwóch Ismaela Urzaisa.

Był to debiut w kadrze Radosława Majdana vel Rabczewskiego (fot. SE)

Radosław Majdan

 

Po raz ostatni w kadrze narodowej zagrali Sławomir Majak i Ryszard Czerwiec. Drugi występ i wspaniałą asystę przy golu Raula zaliczył młokosowaty Jacek Krzynówek.

Debiut Engela wypadł bardzo blado. Licznik czasu bez strzelonej bramki wykazywał już  353 minuty (należy doliczyć 263 minuty otrzymane w spadku po Januszu Wójciku). Miesiąc później polska reprezentacja pojechała do Paryża, gdzie na stadionie Saint-Dennis miała okazję zmierzyć się z ówczesnymi mistrzami świata - Francuzami. Reprezentacja Trójkolorowych z tamtego okresu wygląda obecnie już na legendarną. I co ciekawe Polacy potrafili zagrać w tym meczu bardzo dobrze. Dzielnie stawiali opór mistrzom, potrafiąc nawet groźnie zagrozić bramce Bartheza. W drugiej połowie trwało jednak ostrzeliwanie naszej bramki, gdzie znakomicie grał Jerzy Dudek. Z czystym sumieniem moge powiedzieć, ze był to najlepszy mecz Dudka w reprezentacji Polski. Wszystko wyglądało w miare pozytywnie do ostatniej minuty, kiedy wielki Zinedine Zidane strzelił decydującą bramkę.

Ten mecz w wykonaniu naszych reprezentantów był o wiele lepszy od poprzedniego. Lecz licznik czasu bez strzelonej bramki bił dalej i wynosił już 443 minuty.

Następne dwa mecze rozegrali z Finlandią i Węgrami, czyli z przyzwoitymi średniakami europejskimi. Niestety oba te mecze, zresztą bardzo słabe w wykonaniu naszej reprezentacji zakończyły się bezbramkowymi remisami i licznik wskazywał już 623 minuty.

Seria bez strzelenia gola zakończyła się w następnym meczu, który rozgrywaliśmy z przygotowywującą się do Euro 200, drużyną Holandii, która była współgospodarzem tych mistrzostw. Upragnioną przez polskich kibiców bramkę strzelił w 37 minucie Paweł Kryszałowicz, zatrzymując licznik na 660 minucie. Cały mecz Polacy przegrali 1:3.

PS. Oby przygotowywująca się do EURO 2012 reprezentacja Polski miała za sparingpartnerów przeciwników co najmniej tej klasy, co ta kadra z przed 10 lat.

02:37, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 października 2009
Kochanek Afrodyty...czyli Kosowski odradza się na Cyprze

Czy można uznać Kosowskiego za jednego z najlepszych polskich piłkarzy ostatnich lat? Z pewnością tak. A jeszcze bardziej należy mu się tytuł jednego z najbardziej niespełnionych talentów w polskiej piłce. Mimo tego że ma dopiero 32 lata, można się pokusić o krótkie podsumowanie jego dotychczasowej kariery.

Szerokiej publiczności dał się poznać jako wyróżniający się piłkarz Górnika Zabrze. Występował także wtedy w reprezentacji U-21, prowadzonej przez Pawła Janasa, która walczyła o awans do Igrzysk Olimpijskich w Sydney. Warto poświęcić jej kilka zdań, ponieważ przewinęło się przez nią kilku ciekawych zawodników z rocznika 1977-78. Gwiazdą tamtej drużyny był z pewnością Artur Wichniarek z Widzewa Łódź, który otrzymywał już powołania do dorosłej kadry. Razem z nim grali m.in Arkadiusz Głowacki, Marcin Baszczyński, Marek Saganowski, Jacek Magiera czy Arkadiusz Radomski. Reprezentacja ta zakończyła swe istnienie po przegranym dwumeczu barażowym z młodzieżowcami z Turcji. Wtedy odbyła się słynna impreza, po której Janas wyrzucił kliku zawodników ze zgrupowania. Był wśród nich Marek Saganowski, który później długo musiał odbudowywać zaufanie do Janasa, gdy ten został selekcjonerem. Nie udało mu się to do końca, gdyż mimo tego że Sagan był w dobrej formie na wiosnę 2006 roku, nie dostał powołania na Mistrzostwa Świata w Niemczech.

Kosowski przeszedł do Wisły Kraków gdzie z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem. Gra w Wiśle był to najlepszy okres Kosowskiego w jego karierze. Razem z Wisłą zdobył 2 tytuły mistrza Polski. Był jedną z gwiazd drużyny prowadzonej przez Henryka Kasperczaka, która doszła do 1/8 finału Pucharu UEFA, eliminując po drodze m.in AC Parmę, Schalke 04 Gelsenkirchen. Po meczach z Lazio, Kosowskiego komplementował trener Roberto Mancini, zupełnie na poważnie twierdząc, że chciały mieć takiego piłkarza u siebie w drużynie.

Gra w Wiśle przysporzyła Kosowskiemu ogromnej popularności. Sława i duże pieniądze dały o sobie znać. Kosowski udzielił nawet wywiadu magazynowi dla kobiet Viva, gdzie zwierzał się ze swoich osobitych problemów z rodziną. Kosowskiego zaczęto widywać często w krakowskich kasynach. Kwintesencją tego co działo się wtedy z tym zawodnikiem niech będzie ten filmik.

W 2003 roku Kosowski zostaje wypożyczony z Wisły do Kaiserslautern. Początkowo miał pewne miejsce w składzie drużyny prowadzonej przez belgijskiego trenera Erica Geretsa. Po odejściu trenera, po raz kolejny odezwała się niepokorna dusza Kamila. Nie chciał uczyć się języka niemieckiego, czego wymagał od niego następca Belga. Kosowski mecze Kaiserslautern oglądał z trybun. Rozpoczął spór z klubem o pieniądze wypłacane w ramach kontraktu. Sprawa zakończyła się w Trybynale Arbitrażowym FIFA, który przyznał rację polskiemu piłkarzowi.

Kosowski przeniósł się do angielskiego Southampton. Następnie grał w Serie A, w Chievo Werona, gdzie grał w pierwszym składzie. Po sezonie spędzonym we Włoszech, Kosowski wrócił w  2007 roku do Wisły Kraków. Przez rundę jesienną sezonu 2007/08 był według mnie najlepszym piłkarzem w polskiej lidze. W ciągu pół sezonu strzelił jedną bramkę i miał blisko 10 asyst, co jak wiadomo na polską ligę jest wynikiem znakomitym. W przerwie między rundami nie doszedł do porozumienia z szefami Wisły w sprawie nowego kontraktu i odszedł z klubu.

Trafił do Segunda Division gdzie grał w Cadiz. Kiedy w poprzednim roku odchodził do cypryjskiego AOPEL Nikozja, wydawało się że będzie to dla niego piłkarska emerytura. Jednak Kosowski po raz kolejny zaskoczył świetną grą i formą. Zdobył z APOEL-em mistrzostwo Cypru. Polskim kibicom przypomniał się znakomitą grą w eliminacjach Ligi Mistrzów, gdzie zawodnicy z wyspy Afrodyty wyeliminowali F.C. Copenhagen. Kosowski strzelił piękną bramkę w meczu z Duńczykami.

Niespodziewanie Kosowski jest  najlepszym polskim piłkarze grającym w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Cypryjska drużyna ma jednak silnych przeciwników w grupie i nikłe szanse na awans.

17:04, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009
Jaka brzydka katastrofa... Wspomnienia z przegranych eliminacji

Nawet Grek Zorba nie nazwałby inaczej tego co się dzieje z polską reprezentacją piłkarską. Polscy piłkarze przegraną z Czechami pogrzebali nawet matematyczne szanse na awans do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w RPA.

W podobnej sytuacji nasza reprezentacja znalazła się ostatni raz 12 lat temu, kiedy pod wodzą "najwybitniejszego przedstawiciela polskiej myśli szkoleniowej" Antoniego Piechniczka, przegrywaliśmy eliminacje do Mistrzostw Świata we Francji. Jak wiadomo ostatnie mecze w tych wyjątkowo szybko przegranych eliminacjach rozgrywano pod wodzą Krzysztofa Pawlaka, a następnie Janusza Wójcika. Jedynym usprawiedliwieniem mogą być przeciwnicy z jakimi mieliśmy do czynienia w tamtych eliminacjach. Reprezentacja Włoch i Anglii byli absolutnie poza naszym zasięgiem. Jednak przegrana na wyjeździe z Gruzją 0:3 nie nastrajała optymistycznie kibiców, którzy od Janusza Wójcika i jego drużyny oczekiwali zupełnie innej jakości gry.

Najbardziej znanym momentem tych eliminacji jest z pewnosćią gol Marka Citki w przegranym meczu z Anglią, rozgrywanym na starym Wembley.

Kolejne przegrane eliminacje, tym razem do Mistrzostw Europy w 2000 roku w Holandii i Belgii  pozostawiły po sobie lekki niedosyt. Po raz pierwszy od wielu lat sprawa awansu, co prawda tylko do baraży, pozostawała nierozstrzygnięta do ostatniej kolejki. Polska reprezentacja pod wodzą Janusza Wójcika na ostatni mecz jechała do Sztokholmu, by walczyć z mającą zapewniony awans szwedzką reprezentacją choćby o punkt, który pozwoliłby wyrzucić za burtę eliminacji Anglików i walczyć o awans w barażach. Niestety skończyło się fatalnie. Znakomici szwedzcy napastnicy Kennet Andersson i Henrik Larsson pozbawili szans biało-czerwonych. Jerzy Dudek wspominając to spotkanie w swojej autobiografii, przypomniał ciekawą historię. Szwedzi wyszli na to spotkanie rozluźnieni i tak naprawdę nie mieli wielkiej ochoty do gry i zrobienia krzywdy polskiej drużynie. Promujący Polaków wynik bezbramkowy utrzymywał się do końca pierwszej połowy. Niestety polscy piłkarze nie potrafili docenić tej sytuacji i zgodnie ze wskazówkami taktycznymi trenera Wójcika zaczęli "kosić" i kopać po kostkach Szwedów. Rozłoszczeni Szwedzi ruszyli do ataku i strzelili pierwszą bramkę. Po tej bramce sprawa była skończona. Polacy nie byli wtedy w stanie nawet poważnie zagrozić szwedzkiej bramce strzeżonej przez Magnusa Hedmana.

Skrót z tego meczu. Polecam szczególnie początek filmiku i redaktora Pawła Zarzecznego z klasyczną fryzurą na McDonaldsa :)

Kolejne eliminacje to wielki sukces naszej drużyny. Reprezentacja pod wodzą Jerzego Engela prezentowała się znakomicie i wywalczyła awans do Mistrzostw Świata w Korei i Japonii. Jednak wydawało się że kolejne eliminacje nie będą dla nas wielką przeszkodą do pokonania. Polacy losowani z drugiego koszyka trafili do wydawałoby się "łatwej" grupy ze Szwecją, Węgrami, Łotwą i San Marino. Nowym selekcjonerem został wybrany Zbigniew Boniek. Okazało się , że była to jedna z najgorszych decyzji w jego karierze. Kluczowym meczem okazał się przegrany mecz z Łotwą w Warszawie.

Odchodzącego w niesławie Bońka zastąpił Paweł Janas. Dobrze grająca reprezentacja odrabiała straty do ostatniego spotkania eliminacji. Polacy wygrywając z Węgrami 2:1 po dwóch golach znakomicie grającego Andrzeja Niedzielana, miała nadzieje na zajęcie 2 miejsca w grupie i awans do baraży. Jednak po raz kolejny na naszej drodze do szczęścia stanęła reprezentacja Szwecji. Grająca o pietruszkę Szwecja odpuściła mecz z Łotyszami i przegrała 0:1. Czarę goryczy wśród polskich kibiców przelał zwłaszcza niewykorzystany przez Szwedów rzut karny, który stał się symbolem ich braku zaangażowania.

Obecne eliminacje to pokaz nieporadności, braku umiejętności i zwykłego piłkarskiego pecha. Ich symbolem będzie przede wszystkim nieszczęśliwe przegrane w Bratysławie, Belfaście. To właśnie meczem z Irlandią Północną na ich terenie, Polacy spadli na pozycję goniących i odrabiających straty. Z doświadczenia wiadomo, że polscy piłkarze fatalnie się spisują w takich sytuacjach. Kwintesencją tego okazał się przegrany mecz ze Słowenią w Mariborze, który obnażył słabość obecnej generacji polskich piłkarzy.

PS. Brak awansu w obecnych eliminacjach może skutkować fatalnie na to, co będzie się działo po EURO 2012, kiedy Polacy będą prawdopodobnie losowani do eliminacji Mundialu 2014 z trzeciego koszyka. Widmo mrocznych lat 90 może powrócić w następnej dekadzie.

19:40, k.o.j.i
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3